Wolontariuszem być!

Pędzę moim rozklekotanym rowerem przez krzywe, bałuckie drogi. Za kilka minut wybije dwunasta. Od rana muszę wstać i załatwiać denerwujące mnie sprawy, ale i tak banan szeroki rysuje się na mojej twarzy, ba zaraz zrealizujemy mój tajemny plan niespodzianki dla naszego podopiecznego. Cel: przestraszyć, wzruszyć i ucieszyć. Na szczęście jest rok starszy ode mnie więc, nawet jak by się bardziej przestraszył niż ucieszył to nie rozpłacze się i nie będzie problemu... Żartuję oczywiście. Wymarzony prezent kupiony, tort z napisem odpowiednim zrobiony, ale najważniejsze, że wszyscy Ci, którzy powinni być przybyli, w doskonałych humorach i z uśmiechem na twarzy.

Niestety Twoja przeglądarka nie może odtworzyć tego pliku. Wciskamy jedną wielką świecę w tort, zapalamy  i wchodzimy do klatki próbując powstrzymywać się od śmiechu. Na głowach powinny być czapeczki, ale okazały się bardzo nie trwałe. Na szczęście w ustach pozostały gwizdko-rurki, mające na celu spotęgowanie zaskoczenia. 00:00, zaczynamy pukać i dzwonić do drzwi. Wchodzimy z hukiem i zaczynamy śpiewać Sto lat, Radek ma światło zgaszone i tylko patrzy i patrzy i patrzy szerokimi ślepiami, bo nie wie co jest grane. Mama mówi, że już dawno nie był tak blady z wrażenia. Wręczmy prezent i składamy życzenia. Później przenosimy się do dużego pokoju gdzie pochłaniamy pyszny tort i śpiewamy kolejny i kolejny raz Sto lat, Hej ułani i Jagódki, tak żeby słyszał cały blok, żeby Radek nigdy nie zapomniał swoich 23 urodzin. Nie zapomni, jestem o tym głęboko przekonany. Powstaje jednie problem, co zrobimy za rok....

Jutro mam jechać pomóc odwieźć naszego podopiecznego do szpitala, muszę wstać o 6:30 i jechać do Łodzi, gdzie umówiłem się na 8 z pielęgniarką Agnieszką. Kładę się spać, trochę wcześniej niż zwykle, ale nie mogę zasnąć, jakieś sprawy latają jeszcze w mojej głowie i nie pozwalają oddać się wypoczynkowi. Budzik nastawiłem, nawet powtarzam sobie, co chwila, wstać o 6, wstać o 6. Gdzieś tak w środku nocy zasypiam, mocno, bardzo mocno. Budzę się i jest jasno... Przez pięć sekund zastanawiam się, która godzina, intuicja mi podpowiada, że zbyt późna... Nienawidzę tych momentów! Biegnę do drugiego pokoju zerknąć na zegar... 8:05! W tym momencie zapadam się pod ziemię i staję się maleńki jak wróbelek. Włączam telefon i próbuję zadzwonić do Agnieszki, serce mi zaraz wyskoczy. Mówię jej tylko, że nawaliłem, bo co mam powiedzieć? Przepraszam. Oczywiście poległem na całej linii. Miałem okazję, żeby się wykazać, a zaspałem, jak niemowlak. Nawet nie piłem, bo byłby to jakiś powód niedyspozycji dla mnie samego, a tak to... nawet nie pamiętam, żebym wyłączył budzik w telefonie. Eh... Podniosłem się na tyle, żeby jechać do Łodzi, wsiadłem na swój magiczny rower i dojechałem na drugi koniec miasta. Spędziliśmy z Radkiem dwa kolejne dni, rozmawiając, jedząc, śmiejąc się i podrywając personel medyczny i jakoś na szczęście zapomniałem o swojej wpadce.


Wracam z sądu, a jedyną rzeczą jaką mi się chce robić to nicnierobienie. Zewsząd ogarnia mnie wkurzenie i złość na wszystko i wszystkich, czekam tylko, aż będę mógł na kogoś nakrzyczeć, bo źle zamiecie chodnik naszej Ojczyzny. Zaraz jadę do Radka, bo musiałem się z własnej głupoty umówić akurat na ten dzień, jak bym nie mógł przewidzieć, że będę w tragicznym nastroju, a ponieważ najbardziej ze wszystkiego nie nawiedzę zmieniać planów, zatem robię sam sobie Dzień Świra 2 czyli Nowicki Adasiem Miauczyńskim... Rzucam mięsem na lewo i prawo i jadę trzęsącym się tramwajem. Dojechałem. Wchodzę do windy, jadę na znane mi czwarte piętro i... uśmiecham się! Sam z siebie, bez wymuszenia, pierwszy raz tego dnia uśmiechnąłem się. Idziemy z Radkiem na Pietrynę. Wracam do domu też uśmiechnięty. To był udany dzień.


Jednym słowem; wspaniale jest starać się być wolontariuszem, czyli przyjacielem Radka.

29.08.2006 r.

Zobacz też: Kujawa i cała reszta, Hospicjum to też życie!

Strona główna
O mnie: Dziennik, CV, Życiorys, Artykuły, Wywiad, Rodzina, Pamiętnik, Drzeworytnia, Fundacja, Skomentuj!, Komentarze, Archiwum komentarzy.