Kraków/Praga - wrzesień 2006 rok
Tutaj możecie
zobaczyć kolejne dni naszych wspólnych wakacji. Pisali go wszyscy uczestnicy
wakacji w pięknym mieście nad Wełtawą; Biela & Bojo (Benio), Grącka (Paula,
Lina) i nieskromny ja czyli novic, w Krakowie również Majdecka i Karpińska.
Treść dziennika została poddana łagodnej cenzurze i drobnym poprawkom, ot tak,
żeby ładnie wyglądało. Spisał: novic.
Ostatnia aktualizacja: 11.11.2006
Kraków: Dzień II, Dzień IV. Praga: Dzień VII, Dzień VIII, Dzień IX, Dzień X. Epilog | Linki praskie
Kraków,
10.09.2006
|
Halo:) To ja. Pijemy la herbat:) Malec opowiada o nienormalnym szefie i nowej pracy. Generalnie prawda jest taka, że zajebiście fajnie, żeście przyjechali. Normalnie super. Jak mówiłam już Karpińskiej - życie z Wami wokół wydaje się o niebo lepsze niż bez Was. Oczywiście wyjątkiem jest życie z A., bo bez niego ogólnie nie da rady:)
Lody były jak zawsze pycha (myśl bardzo lotna oryginalna, hehe)... truskawka
smakowała znów truskawką, swoją truskawką. Ave. |
|
12.09.2006 09:37 gdzieś na drodze między Wrocławiem, a Międzylesiem
Jedziemy, jedziemy, jedziemy; brzydkim, czeskim pociągiem... Przedział okuty w
skóropodobny materiał. Za oknem mijają nas jeszcze polskie góry, za ponad
godzinę będą już czeskie. Wracając do pociągów to PKP bliżej do Europy niż
ČD;
to jedyna polska firma bliższa Europie?
Trochę żal wyjeżdżać z Krakowa, bo dużo się działo, zwłaszcza jeśli chodzi o
ludzi, których tam poznaliśmy. Co niektórym namieszało się mile. Grącka śmieje
się, że jeśli zamierzamy opisać pobyt w Krakowie, to 60 kartkowy zeszyt nie
wystarczy. Może i prawda. Bojo wygląda przez okno o podziwia widoki; "Księżyc
jeszcze widać" mówi.
Pierwszą noc zaszaleliśmy na całego. Najpierw radosne i wzruszające przywitanie
z Majdecką i Bielą, a potem integracja w kazimierskim mieszkaniu. Wskoczyliśmy
do kamienicy pełnej klubów; wybraliśmy
Łubudubu
(polecam!). Nie spodziewałem się, że może
być tam, aż tak fajnie; dobra, "nasza" muzyka, my i reszta ludzi też była
skłonna do przedniej zabawy. To było takie before party, bo właśnie, bo zabawa
właściwa zaczęła się przynajmniej dla mnie, Flaszeczki, Agi i Wallenroda zaczęło
się w Kitsch`u gdzie wspólnie bawiliśmy się geometrią euklidesową. Ponoć takie
sceny w owym klubie często się nie zdarzają, och ten konserwatywny Kraków. Nie
ma to jak przyjadą turyści z Łodzi Fabrycznej. Było przesympatycznie, erotycznie
i mokro; przynajmniej mnie, bo mam tendencje do popadania w hipoaldosteronizm.
Kocham poznawać nowych ludzi, kocham. Co nie znaczy, że mniej uwielbiam tych,
których poznałem 9 lat temu. Zacząłem poznawać 9 lat temu! Impreza skończyła się
o 5 nad ranem, śniadaniem, gdzieś w nieznanym mi mieszkaniu w Krakowie. Później
4 godziny udawanego snu, udawanego, bo czasami nie warto spać.
Czechy, 13:45
11 czy 10 godzina podróży tym brzydkim pociągiem. Zrobiła mi się dziurka w
skarpetce. Irytujące. Próbowaliśmy poderwać czeskie konduktora, ale od razu
widać było, że jest w związku partnerskim i wierny z niego chłop. To jeden z
piękniejszych przedstawicieli tego narodu, jak na razie nie spodobał nam się
Czeszki i Czesi. Za niecałą godzinę Praga!
novic
Praga, 15.09.2006 11:54
![]()
To
już niestety 4 dzień pobytu w Pradze, która wydaje się wciąż zbyt duża, żeby ją
zwiedzić w te kilka dni. Wiemy już mniej więcej, gdzie są najbardziej popularne
miejsca, ale to z pewnością jakaś mała cząstka tego miasta. Chciałbym być tu na
tyle długo, by odkryć takie miejsca jak galeria Nowickiego na Piotrkowskiej w
Łodzi.
Mieszkamy w świetnym miejscu, w międzynarodowym towarzystwie, które uświadomiło
mi, że Polacy to jednak całkiem miły naród. Poznaliśmy Rosjankę świetnie mówiącą
po polsku, Anglików, Irlandczyków, a nawet Amerykanina.
Ja załamałem się podczas wczorajszego wypadu nocno-rozrywkowego. Nie mogliśmy
znaleźć jakiegokolwiek klimatycznego klubu. Dla mnie to była porażka na całej
linii. Skończyło się w klubie Złoty Srom (w dosłownym tłumaczeniu dowolnym na
polski). Striptiz damski mający miejsce w tym lokalu, był jedyną sympatyczna
rzeczą tegoż wieczoru.
novic
16.09.2006 17:05
Irlandczyk wcale nie był beznadziejny jak mówi burak novic, Irlandczyk był
super! Z tego wyjazdu na zawsze pozostanie w mojej pamięci mini impreza
integracyjno-urodzinowa Satto. Wydurnialiśmy się jak tylko można było. Nie
wiedziałam, że gra w prawdę czy wyzwanie może być tak fascynująca i
zabawna. Nie zapomniane też pozostanie słodkie leniuchowanie na łódce, z której
widok na Pragę był niesamowity. No i szaleństwo w klubie, który novic uważał za
beznadziejny. Jeśli chodzi o mnie, ja bawiłam się tam przednie, to był chyba
jeden z lepszych wieczorów w moim życiu - beztroski taki...
Grącka
17:12
To teraz ja. Oprócz tego, co napisała Grącka, z czym się jak najbardziej zgadzam, w mojej pamięci będą zawsze krążyły:
knedliczki w chińsko-czeskiej knajpce (akurat jesteśmy tu po raz drugi, bo mają tanią kawę), obowiązujący tu język to migowy, wydzielają tu na sztuki ręczniki papierowe w ubikacji,
równa Czeszka morawska z pycha piwem,
bujająca się Grącka i novic w rytmie dżunglowej piosenki w typowo męskiej, czeskiej knajpie (gdzie na ścianie vlepka Łódź Widzew),
pierwszy wieczór w Pradze, spędzony nad brzegiem rzeki i inwencja twórcza Grąckiej w przekształcaniu polskich nazw na czeskie,
Ireny, Andy, Satto, David, Dan i Alex,
nasze zdziwione/skonsternowane miny, kiedy wspaniały zegar na Old Town Square okazał się mniej niż OK,
wczorajszy wieczór w klubie Valentino, gdzie zapewne jeden ze stałych bywalców odsunął mnie razem z krzesłem, bo zajęłam jego przestrzeń; poza tym było fajnie,
pierwsze w życiu spotkanie z kultem małego Jezuska, do którego ludzie wysyłają maile.
Bojo
23:24
Właśnie
leże w łóżku w naszym praskim mieszkanku w pięknej okolicy. Właśnie 10 metrów d
naszego okna zadźwięczała lokomotywa, leży się jak w raju gdyż wystrój naszego
pokoju przypomina bajeczną przedszkolandię połączoną z czeskim kiczem (nie
obrażając nikogo). Dzisiejszy dzień nie należy do najbardziej udanych jak dla
mnie - katar, kac, ból głowy i niezbyt dobre samopoczucie... Wczoraj jak już
Benio wspomniała byliśmy w bombowym klubie, ten niesamowity wieczór sprawił, że
mogłabym stać się "transwestytofobem", poza tym uzmysłowiłam sobie, że kocham
męskich facetów i są mi oni bardzo potrzebni. Natomiast tradycyjny podział ról
na damskie i męskie, patrz: przepuszczanie kobiet w drzwiach, szacunek i
życzliwość dla płci pięknej dają mi poczucie bezpieczeństwa. Wspólny powrót z
Benio z klubu też dał mi dużo do myślenia, w mojej głowie powróciły myśli o tym
co i kto jest w moim życiu naprawdę ważne i sprawił, że mocno jak nigdy dotąd
zapragnęłam mieć magiczną różczkę... Wracając uciekałyśmy przed jakimiś
palantami, którzy prawdopodobnie uznali nas za lesbijki (szłyśmy objęte).
Zrozumiałam jak wiele cierpienia muszą znieść ludzie dyskryminowani...
Grącka
17.09.2006 10:35
Siedzimy na ławce na Starym Rynku. Świeci słońce, turyści robią zdjęcia. Każdy
wydaje być zachwycony Pragą. Tak jak ja. Dzięki Kamcikowi i jej nowo-nabytej
włoszczyźnie rozpoznałyśmy Włochów, którzy siedzą obok nas. Pan zerka mi do
pamiętnika, może sprawdza czy pismo przypomina tajskie, gdyż zostałyśmy ostatnio
nazwane Tajwankami, Grącka dodatkowo z dużym biustem. Czekamy na novica, spóźnia
się 40 minut. Mam za sobą wyczerpującą noc. Nie mogłam spać. Miałam straszny sen
dziś w nocy. Musiałam go przetrawić. Siedziałam przed hostelem na schodach,
paliłam i myślałam. O dziwo, nawet dość owocnie mi szło. Na pewno pomógł mi w
tym pobyt w Pradze. Może to ten klimat, może tyle nowych doświadczeń, na pewno
dwójka cudownych ludzi, z którymi tu jestem. Jestem szczęściarą.
Benio
18.09.2006 14:02
|
|
Epilog, 20.09.2006
I`ve just come back home. I`m writing in English especially to our Irish,
English, American and Russian friends who we met in Prague. I`ll start
from Prague, but in Cracow it was as beautiful as in Czech.
Prague, city divided by Veltava and divided
also in many cultures by tourism. It is
amazing you can meet there people from all over the world, drink with them Czech
beer and talk. I didn`t expect it earlier, but now it's obvious. It`s a city of
culture; concerts, exhibitions and great monuments, a city of fun and pleasure.
Travel really teaches. Moreover, travel is not just a great education, but
most of all it teaches you how little you know when you're very far away as
said Pico Iyer.
It was really great time to talk with you, play in Truth Or Dare all the
night, drink beer in the Czech pub, dance in the snobbish club, eat Knedliczki
and walk around the Old Town!
There were also moments when I understood what the national pride is.
I read an interview with him few days before our arrive to Cracow.
Witold
Knychalski (the founder of
Festival Of
Dialogue of Four Cultures in Lodz) died 2 days after the end of Festival.
For me it was the first Festival. Thanks people like Knychalski, someday I go to
Prague nobody tell me that Poles are intolerant or they killed Jewish or Gypsies
during Second World War. Thanks this kind of people we learn how to talk.
W każdym bądź razie wyjazd zaczął się i zakończył Festiwalem. Wernisaż bardzo udany, z wielką przyjemnością uścisnąłem rękę artyście, gratulując. Później koncert Przemyk i mojego ukochanego Raz, Dwa, Trzy. Z początku teksty-przerywniki Nowaka były trudne do zrozumienia, ale później chyba się rozgrzał i było przeuroczo. Dzień przed wyjazdem koncert w malutkiej, wypełnionej po brzegi ludźmi cerkwi prawosławnej. Nie przypuszczałem, że na koncercie muzyki cerkiewnej mogą przechodzić mi ciarki po plecach. Niezłe chłopaki! Niestety w drodze powrotnej na ul. Tragutta zakupiłem piwo Lech, sztuk 1. Niestety otworzyłem je 20 metrów przed Galerią i zapłaciłem... słono, 100 złotych polskich. A nie tak dawno Dorn apelował o zdrowy rozsądek. Dornem nie straszyłem. Próbowałem jedynie się rozpłakać. Nie udało się.
Kraków. Znany, ale wspaniały ze względu na moich przyjaciół i
nowych ludzi, których tam poznałem. Imprezy integracyjne zawsze wychodzą na
dobre! Zabalowaliśmy pierwszą noc, wpierw w Łubu, później w nie do końca
kiczowatym Kitsch`u. Trochę szkoda, że nie pozwolono mi tańczyć na barze, ale
rozumiem... masa bezwładności. Buahahah. Dzień kolejny to leczenie kaca, mega
kaca i przepiękny spacer na Kopiec Kościuszki, a po droższe poszukiwanie grobu
Lema, nie znaleźliśmy. Były momenty zabawne, rozrywkowe, ale też wzruszające,
kiedy pierwszy raz odwiedziłem Frnciszkańską 3. Ostatnie godziny w Krakowie
spędziliśmy jednym z najbardziej klimatnych pubów w jakich w życiu byłem - w
Alchemii (polecam!) na Kazmierzu.
Wyjazd zakończył się 2 godzinną wizytą we Wrocławiu, gdzie cieszyliśmy się widokiem naprawdę pięknych Polek i Polaków.
|
Linki praskie
|
|
Specjalne podziękowania dla pana Wojtka Michalskiego - autora strony Poradnik dla podróżujących po Czechach, bez której nasza podróż do Pragi nie byłaby taka prosta! Dzięki! |
Zdjęcia z wakacji
Ustka,
Wakacje - 2005
Strona główna
O mnie:
Dziennik, CV,
Życiorys,
Artykuły,
Wywiad, Rodzina,
Pamiętnik,
Drzeworytnia,
Fundacja,
Skomentuj!,
Komentarze,
Archiwum komentarzy.