Pamiętnik z wakacji - sierpień 2005 rok

Ja i moi przyjaciele spędziliśmy te wakacje w Darłówku, sierpień 2005 roku, oto relacja z naszego wypoczynku.


09.08.2005 wtorek
Jesteśmy. Dziewczynki się malują. Pani starsza kasjerka ze stojącymi włosami nie umie sprzedawać biletów. Najprawdopodobniej była nie trzeźwa. novic


10.08.2005 środa
To nasz drugi dzień pobytu nad morzem. Darłówko wita, pozdrawia wiatrem i obściskuje deszczem. Jesteśmy strasznie podniecone, bo może los się do nas uśmiechnie i spotkamy się z liderem zespołu RED HEAD czyli Wiśnią. WOW!!! WOW!!! WOW!!! Hasła:
Biela: "Wchodzi jak jogurt pitny" - o wódce
Słobodzian: "Dziewczyny dokręcajcie pasy cnoty przed upojną nocą z kuzynami N."
Teraz toczy się wymiana poglądów na temat jedzonka sojowego.
Krówka Śmieszka oszukała Swobodną! "K., niech s. Nie dali jej do tatuażu".
Novic zapytał Bielusa czy mógłby polizać jej stopę, a ona na to ze stoickim spokojem odpowiedziała: "wolałabym nie". Siła spokoju. Benio


13.08.2005 sobota
Właśnie siedzimy sobie na plaży. Na szczęście mamy parawanik, bo wiatr by nas zwiał. Dziś pierwszy dzień gdy na niebie oprócz czarnych chmur widać było trochę niebieskich fragmentów. Bojo jest chora. Kasia i Paulina opuszczają dziś ten nadmorski kurort. Na szczęście bez niedomówień. Od rana ubaw po pachy; ludzie mają różne poczucie humoru. Grzegorz ma bąbel od osy i chodził po nim karaluch. Domek typu kontener może pomieścić jeszcze więcej mieszkańców niż myśleliśmy. Wczoraj byliśmy na wiecu wyborczym samoobrony. Marszałek Andrzej L. wraz ze swoją uroczą żoną i całym sztabem dali niezły szoł. Niestety nie doczekaliśmy się autografu. Smak porażki osłodziły nam jednak cukierki "Samoobrona dzieciom". Nawet członkowie partii, wiedzą że nie da się tego all zdzierżyć na trzeźwo, więc przemycają procenty w słodyczach. Ponieważ nam nawet to nie pomogło, poszliśmy na chłodnego grzańca.
Oszołomieni wydarzeniami całego dnia nie braliśmy już udziału we imprezie sponsorowanej przez A. Leppera. Ich Troje i Iwan i Morświn nadal pozostają tylko w naszych marzeniach.
A no... i byliśmy na rybce też. Pycha była. Spokój posiłku zakłócał nam oddający przez megafon (czy coś takiego) i brzydki Shrek.
No i nie ma już z nami Dżona Majdeckiego. Pojechała do S. Hope, że dobrze jej tam, na pewno lepiej niż tu, a to najważniejsze. Benio

Następne dni minęły bardzo szybko. Ostatni wieczór był cudowny. Zostałyśmy z Bielusem dzień dłużej, gdyż powróciło piękne lato. Smażyliśmy się z dnia na dzień na plaży. Pod koniec mieliśmy już dość. Novic przypiekł się z lekka. Na plaży stali bywalcy. Czarny i reszta  i fajowy piesek niemiecko-ruskiej rodziny. Ogień pożyczylismy od ojca niegrzecznego dziecka, któremu podobała się oczywiście Biela. Novicowi było przykro z tego powodu, ale pocieszył się gdyż bliźniak-śpiewający kelner posłał nieśmiałe spojrzenia i tajemnicze uśmiechy. W szeregach przez krótki czas dezorientacja totalna, gdyż nie zauważyliśmy, że jest ich dwóch. Co do śpiewających kelnerów, nam bardziej do gustu przypadli śpiewający kucharze. Pan Spaghetti i jego żonaty po raz drugi kolega byli fajowi. Pan barman żałował piwa. Miło tam było. Mieli polędwice w kształcie penisa, p. Spaghetti, zręcznie jak chirurg ją pociął.
Powracając jeszcze do plaży, chłopiec sprzątający kukurydzę nie chciał mi jej sprzedać. Nagrabiłam sobie nietaktowną na temat jednego z jego haseł reklamowych. Moim zdaniem beznadziejnego - "Kukurydza pokarm boski, od jedzenia rosną włoski". W końcu chyba mi wybaczył.
Zachód słońca ostatniego wieczoru był piękny, zakrapiany Balsamem Pomorskim, jak przystało na zakończenie obozu. Oglądaliśmy gwiazdy przy dogasającym ognisku. Nasz model novic miał sesje zdjęciową do kalendarza. Jego smukła sylwetka oświetlana promieniami zachodzącego słońca jeszcze bardziej przypominała Bradleya. Ahhh...
Droga powrotna minęła niezwykle szybko, jak na te 12h. Czas umiliła nam Pani jadąca do Częstochowy - z zamiłowania wróżka, niedobra babka i była palaczka. Nie wystraszyły ją papierosy, zapach śledzi [...] Twarde pokolenie. Nie to co my.
Pan właściciel kempingu na pożegnanie dał nam lizaki.
Brutalny powrót do rzeczywistości. Benio

Zdjęcia z wakacji


Ustka 2006, Kraków/Praga 2006


Strona główna
O mnie: Dziennik, CV, Życiorys, Artykuły, Wywiad, Rodzina, Pamiętnik, Drzeworytnia, Fundacja, Skomentuj!, Komentarze, Archiwum komentarzy.