Opublikowane w Gazecie Wyborczej (wydaniu łódzkim) dn. 05.12.2006 r.
5 grudnia - Dzień Wolontariusza
autorka: Małgorzata Kozerawska (Gazeta
Wyborcza)
2006-12-04, ostatnia aktualizacja 2006-12-04 19:53
Czasem jest to świadoma decyzja, a czasem zwykły przypadek.
Później intensywny kurs, burza mózgów i zostają sam na sam z kimś, kto bardzo
potrzebuje pomocy albo choćby zwykłego, ludzkiego ciepła. Tym razem to były
nieuleczalnie chore dzieci.
Bożena Konikowska, psycholog: - Przez wiele lat pracowałam z młodzieżą, która z
różnych powodów była pokrzywdzona. Kiedy się dużo widzi, nie można już zamknąć
oczu. Chciałam pomóc komuś, kto cierpi w sposób niezawiniony.
Do hospicjum prowadzonego przez Fundację Gajusz trafiła trochę z przypadku.
Kiedy wypełniała PIT, koleżanka podpowiedziała, na kogo przekazać jeden procent
swoich dochodów. Później poszła sprawdzić, komu podarowała pieniądze. I została.
Zajmuje się trzyletnim Dawidem, podopiecznym hospicjum. Od kiedy się poznali,
malec do katalogu stałych pytań: "co to jest?" i "po co?" dołączył "kiedy
przyjdziesz?". - Dziecko jest niesłychanie żywe, nie sposób za nim nadążyć. Ale
nie odmawiam mu niczego, oczywiście w granicach rozsądku - opowiada pani Bożena.
- Ostatnio, jak coś zbroił, poprosił, żeby nie mówić Mikołajowi. I obiecał, że
już będzie grzeczny.
Grzegorz
Nowicki pomyślał o wolontariacie na I roku studiów medycznych. - Podczas praktyk
w szpitalu przy ul. Spornej zauważyłem, że dobrze mi się układa kontakt z
dziećmi. Polubiły mnie. Potrafię słuchać tego, co do mnie mówią - opowiada. -
Skoro mam zostać lekarzem, chciałem już wcześniej pomagać chorym. Mogłem wybrać:
pomoc na oddziale albo w domu. Wybrałem to drugie.
Opiekuje się innym pacjentem hospicjum - 22-letnim Radkiem, który porusza się na
wózku. W ciągu roku stali się prawdziwymi przyjaciółmi. Bardzo lubią spacerować
po Manufakturze i Łagiewnikach, a także chodzić do kina. Trochę różnią się w
gustach filmowych. Kiedy rozbieżność zdań jest zbyt duża, jaki film wybrać -
rzucają monetą.
Marek Adamowski spotkał po latach swoją nauczycielkę muzyki z podstawówki. - Nie
zagrałbyś dla chorych dzieci w szpitalu? - zapytała pani Janina, która sama
pracuje jako wolontariuszka. - Czemu nie - zgodził się Marek. Przyznaje, że miał
trochę obaw. Było mu żal dzieci i bał się, że nie potrafi zachować się
naturalnie. Ale wszystko poszło dobrze. Teraz regularnie "koncertuje" w
szpitalnej świetlicy, a pacjentów, którzy nie mogą wstawać, odwiedza z gitarą w
boksach.
- Myślę, żeby zrobić coś więcej: zaopiekować się konkretnym dzieckiem. Na razie
nie potrafię jeszcze uporać się z myślą, że ktoś, z kim się zaprzyjaźnię, kiedyś
odejdzie - wyznaje Marek. - Ale dojrzewam do tej decyzji.
Wolontariat w Polsce rozwinął się po transformacji, kiedy masowo zaczęły
powstawać organizacje pozarządowe. Szacuje się, że jest około dwóch milionów
wolontariuszy, głównie ludzi młodych. Czy to moda na wolontariat? - Raczej na
społeczeństwo obywatelskie - mówi poważnie Grzegorz Nowicki. - To zdrowa reakcja
na to, co się dzieje w polityce.
Zgodnie z definicją, wolontariusz to ktoś, kto bezinteresownie pomaga innym.
Bezinteresownie - znaczy bezpłatnie. Ale nie bez korzyści, choć w innym
wymiarze. Wolontariat pozwala spełnić potrzeby i ambicje (np. chęć zrobienia
czegoś dobrego), zdobyć uznanie, podnieść ocenę samego siebie.
- Czuję się silniejszy i bardziej świadomy, czym jest życie. A przy okazji
więcej ćwiczę i lepiej gram na gitarze - śmieje się Marek.
Strona główna
O mnie: Dziennik, CV,
Życiorys,
Artykuły, Wywiad, Rodzina,
Pamiętnik,
Drzeworytnia,
Fundacja,
Skomentuj!,
Komentarze,
Archiwum komentarzy.