Archiwum moich zapisków od 01.11.2006 do 27.12.2006
Wcześniej - Listopad - Grudzień - Dalej...


27.12.2006
Ostatni wpis tego roku. Obfity był, bardzo. Od samego początku coś się działo, niekoniecznie miłego. Było niespokojnie, cudowanie, a nawet tragicznie momentami. Oczywiście niczego nie żałuję, bo wszystko czegoś mnie (mam taką nadzieję) nauczyło. A nauczyłem się wiele, oj wiele. Może będę w 2007 mniej naiwny, ale nie bardziej cyniczny, mniej autokratyczny, bardziej subtelny w tym co mówię i robię. Oby za rok wynik mojej pracy nad sobą i moimi relacjami z ludźmi był co najmniej tak zadowalający jak dziś.

Market showJeszcze tylko dwa dnia i będę się przechadzać Bracką i wypatrywać Grzesia T. Mógłby jeszcze spaść piękny, biały śnieg. Obowiązkowo odwiedzić muszę Kazimierz i Alchemię, która tak zapadła mi w pamięci. Przejadę się tymi krakowskimi tramwajami. Może uda mi się nawet dojechać na cmentarz Rakowicki (w Krakowie cmentarze mają nawet swoją stronę internetową). Napiję się kawy z miłymi ludźmi. W sylwestra może wejdziemy na Wawel o północy i odśpiewamy jakąś pieśń wojenną, a później impreza do białego rana.

Optymistycznie patrzę w Nowy, zapowiada się ładnie. Musi być ładnie w 2007 jeśli rozpocznę ten czas w Krakowie.

Zobacz: Oś czasu, Artykuły chronologicznie

25.12.2006
Ostatnio pisałem o Web 2.0, dzisiaj kolejny odcinek. Istnieje taka strona jak Last.fm.

Jest to internetowa radiostacją oraz system muzycznych rekomendacji. System tworzy szczegółowe profile gustu muzycznego każdego z użytkowników, pokazując ich ulubionych artystów oraz autorów na spersonalizowanych stronach. uwzględniane są przy tym utwory odtworzone z filtrowanych kanałów radiowych udostępnianych przez serwis oraz dodatkowo zarejestrowane przez aplikację Last.fm zainstalowaną na komputerze użytkownika i pobierającą informację z odtwarzacza multimedialnego. (na podstawie Wikipedii).

To świetne miejsce, żeby poznać muzykę, której jeszcze nie znałeś, a którą pokochasz. To świetne miejsce, żeby wspólnie oddziaływać na siebie gustami muzycznymi. Polecam gorąco.

24.12.2006
Słucham mojego prezentu od Świętego Mikołaja, przez świta będę też drugą część prezentu czytał. Podoba się, podoba. Wczoraj przeżyłem jedną z najfajniejszych Wigilię w życiu. Post ponoć zniesiony, więc czemu nie zrobić Wigilii tańczącej? Człowiek uczy się przez całe życie. Ja się dzisiaj w nocy nauczyłem, że zbyt duża ilość czerwonego wina może zaszkodzić. Hangover...

W świątecznym wydaniu Wysokich Obcasów czytam bardzo ciekawy artykuł o religijności kobiecej i kulcie Maryjnym w Polsce oraz wywiad z Agnieszką Holland; fragment: [...] Jestem polską patriotką i wątki endekoidalnooen-erowskie, moczarowsko-gomułkow-skie, które pojawiają się w dzisiejszej elicie władzy, są mi obce, wstrętne. Oczywiście inaczej się patrzy na endecję w latach 20., inaczej w 30., a inaczej zupełnie po doświadczeniu II wojny światowej. O ile można było mieć tolerancję i zrozumienie dla tego typu postaw przed Holocaustem, o tyle w tej chwili takiej tolerancji być nie może, niezależnie, czyjest się z KPP, czy z innej bajki, bo to jest sprawa elementarnej, ludzkiej przyzwoitości.
To jest przykre, że ludzie o korzeniach inteligenckich posuwają się do tego typu polemiki. Wynika to pewnie z politycznego cynizmu, ale i charakteropatii. Premier nie kontroluje swego języka, używa obelg. On jest trochę jak z „Biesów" Do-stojewskiego, co rusz puszcza takie „dreszcze". Wydaje się, że jest mu to niezbędne, że to go napędza. Ale jest to zabójcze dla zdrowia społecznego. Polacy mają pewną skłonność do niedojrzałości, pisał o tym Gombrowicz. Łatwo ich zmanipulować ideologicznie. Już kilka razy za to zapłaciliśmy wysoką cenę i płacimy do dzisiaj. Nasza pozycja w świecie mogłaby być znacznie wyższa, biorąc pod uwagę odwagę i talenty tego narodu. Jeśli popatrzy pan na sytuację emigracji polskiej w Stanach Zjednoczonych, to ich pozycja jest nieadekwatna do pozycji Włochów, Greków czy Chińczyków. Polacy należą do niższej klasy średniej, poza wyjątkami nie przebili się do elit.
Skąd się to bierze?
Z kompleksów i przekonania, że zło jest gdzie indziej, nie w nas. Dlatego polski katolicyzm był zawsze filozoficznie szalenie płytki, patriotyczno-polityczny a nie teologiczny czy mistyczny. Polacy nie mieli siły, żeby skonfrontować się ze ziem w sobie. Zawsze to zło było eksterioryzowane, zawsze zły był inny, czy to byli Rosjanie, Niemcy, komuniści, czy Żydzi. Teraz się do tego wraca, ekipa PiS trafnie wyczuła, że Polacy są strasznie zmęczeni i mają potrzebę uproszczenia świata i dowartościowania siebie samych. Jedyny sposób to eksterioryzować zło. Ostatnio te kompleksy się wręcz legalizuje, na przykład wprowadzając absurdalny i haniebny artykuł do nowej ustawy lustracyjnej, przewidujący karę więzienia za „publiczne pomawianie narodu polskiego o zbrodnie". Jednak na Żydów już nie zrzuca się winy, przynajmniej nie publicznie. Żydzi to niezręczny temat dla polityków, nie używa się go wprost,
chociaż jeśli się powie „KPP". to za tym idzie skojarzenie z Żydami. KPP w kontekście wypowiedzi pre miera znaczy to samo. co syjoniści za Gomułki. Nie mówiąc o tym, że promowanie ojca Rydzyka daje placet dla antysemityzmu. Oficjal nie natomiast obcy, Żyd. zły zmie nił się dzisiaj w homoseksualistę. Wjęzyku obiegowym i panów Ka- czyńskich, i pana Giertycha homo seksualiści grają rolę przedwojen nego Żyda. I tak jak antysemici de cydowali, kto jest Żydem, a kto nie, tak teraz oni decydują, kto jest pedałem, a kto nie...
(WO nr 50., rozmawiał Roman Pawłowski)
W DF z Życińskim (niedostępne jeszcze online). Rozbroiły mnie też zdjęcia zwycięzców akcji Rodzić po Ludzku... Polecam i wracam do lektury w chill-out`owym klimacie.

Moja chęć składania życzeń przez smsy i e-maile jest w tym roku dążąca do zera. Życzeń ode mnie i Radka możecie posłuchać ściągając poniższy plik mp3.

15.12.2006
Nie tylko Fundacja Gajusz nagrała płytę z kolędami... My nie jesteśmy gorsi i zadebiutowaliśmy na przeglądzie piosenki kolędnej... posłuchajcie Dj Radik & novic :)

09.12.2006

 

Od kilkunastu miesięcy istnieją w Internecie serwisy Web 2.0 gromadzące linki poszczególnych użytkowników, takim serwisem jest np. del.icio.us - system społecznego zarządzania zakładkami. Pozwala na łatwe dodawanie stron, które chciałbyś mieć w swojej osobistej kolekcji linków, kategoryzację tych stron za pomocą słów kluczowych, i współdzielenie jej nie tylko z własną przeglądarką WWW i maszynami, ale także z innymi użytkownikami. (Wikipedia).
I tak możesz zaprzyjaźnić się z moim profilem i skorzystać ze stron, które ja odkryłem.
Serwisy typu del.icio.us lub Flickr oparte są na tzw. folksonomii czyli kategoryzacji treści z wykorzystaniem dowolnie dobranych słów kluczowych. W znaczeniu potocznym termin ten odnosi się do grupy ludzi współpracujących spontanicznie w celu uporządkowania informacji w kategoriach.
Proceder folksonomii wydaje się w Sieci być niezbędny; jest intuicyjny, łatwy co pozwala na wykorzystanie przez wszystkich, a prowadzi do prób porządkowania nieskończonego Internetu. Podobne zadanie spoczywa także na ODP. Co najważniejsze jeden system porządkowania nie przeszkadza drugiemu, uzupełniają się wzajemnie.
Powyżej możesz zobaczyć jak wykorzystać można del.icio.us przy pomocy Google Gadgets. A jeśli już na temat L. wchodzimy to na pewno nie można powiedzieć o tym człowieku, że płodny nie jest. Nie wiem kiedy on to robi, ale nagrał już kolejną płytę; Leszek Możdżer i Lars Danielsson ukończyli nagranie płyty w duecie. [...] zarejestrowano 14 premierowych utworów (57 minut muzyki). [...] zapowiada premierę płyty na 27 kwietnia 2007. więcej

Dodaj moją stronę do del.icio.us | mój profil | moje linki

08.12.2006
Gdzieś tam sobie na boczku zapisałem w tym tygodniu w swoich notatkach; szczęściarzem jestem, mam rodzinę i przyjaciół, zdrowie, robię to, co chce i to, co kocham. Potrafię się dzielić i brać ile mi wypada. Jestem pełen wiary i nadziei. Jestem szczęśliwy.

O tym szczęściu przypominają mi takie miłe dni jak miniony wtorek... spotkało mnie wiele miłych słów od tych, od których się spodziewałem i od tych, od których się nie spodziewałem...

Z potrzeby serca, z wrażliwości, chęci pomagania i bycia z innymi... są częścią zespołu Hospicjum.
Grześ studiuje medycynę, po zajęciach biegnie do Radka, są rówieśnikami - razem serfują po Internecie, szukają nowinek komputerowych, jeśli to tylko możliwe wychodzą na spacer. Grześ jest wolontariuszem, a Radek pacjentem Hospicjum, są przyjaciółmi.
Bożenka skończyła już pracę zawodową, była psychologiem, ma kilkumiesięcznego wnuczka. Jednak by życie było pełniejsze, bliżej ludzi, zdecydowała się pomagać choremu Dawidowi. To jego ukochana ciocia - spacery, piaskownica, wyścigi samochodowe... to wszystko bardzo ważne, Dawid nie ma wielu przyjaciół.
Magda jest niebywale sympatyczną dziewczyną, ma uśmiech, który ujmuje od pierwszego spotkania... i te loki... zawsze ma czas, by pomóc przy organizacji przedsięwzięć promocyjnych Hospicjum - koncerty, wystawy, kwesty, zbiórki. Jest w tym niezastąpiona.
Najserdeczniejsze życzenia dla wszystkich wolontariuszy fundacji - sił, uśmiechu, dużo czasu i żeby los oddał Wam całe Dobro, które przekazujecie dzieciom. Podziękowania dla Gosi i Oli za opiekę nad ponad 70 wolontariuszami pracującymi w Hospicjum dla Dzieci i na oddziale onkologicznym.

inf. z gajusz.org.pl

Udzieliliśmy też (my, wolontariusze) wywiadu Gazecie Wyborczej. Artykuł ku mojemu zaskoczeniu dość ładnie został spłodzony. Troszkę bałem się szczerze mówiąc kupić poranną gazetę. Czytaj cały artykuł.

Dziękczynienie. Dzięki Radku, że jesteś moim przyjacielem, dzięki Twoim rodzicom, za ich dobroć i mądrość. Dzięki Ci Tiso, że Fundacja istnieje. Dzięki Gosiu, że uczysz mnie jak żyć, jak kochać, jak rozmawiać... jak być wolontariuszem. Dzięki Aniu i Jagodo za miłą rozmowę przy papierosie i kawie. Dzięki Aniu za Twoją subtelność. Dzięki zespołowi medycznemu za to, że uczę się od Was jak być lekarzem. Dzięki wolontariuszom, za ich dobroć, wolę i zaakceptowanie mnie.

Poczytaj: Fundacja Gajusz, Radek sam o sobie, Wolonteriuszem być!, Hospicjum to też życie!, Alternatywa dla eutanazji, Wolontariusze, Multimedia.

02.12.2006
Pierwsza sobota grudniowa, słońce leniwie, zaspane, chce wstać, zupełnie tak jak ja. Na szczęście ja mam kawę i popijam i rozpuszczam w ustach swych. Zgadnijcie kogo słucham.

Na początek zapraszam na imprezę organizowaną przez Fundację Gajusz - 16 grudnia, w sobotę. Prawie cały dzień będzie mnie można spotkać w Manufakturze, przebranego za anioła, co oddawać będzie mojego ducha. Będę wraz ze swoimi koleżankami i kolegami - wolontariuszami zbierał pieniążki, więęc nie zapomnijcie portfeli. Z resztą trudno do Manufaktury nie brać portfeli. Po godzinie 17 będzie pokaz mody, gdzie modelami będą dzieci zdrowe i chore. Zespół Hospicjum zaśpiewa, ja też, co prawda po cichu, ale spróbuję. Zapraszam również do odwiedzenia strony Fundacji; od dzisiaj znajdziecie tam pliki muzyczne z kolędami. Niedługo będzie je można kupić na Allegro. Zapraszam.

Przez cały tydzień mogliśmy się fascynować zdjęciami z imprezy, na której banda osób pokroju Giertycha i Wierzejskiego krzyczała sobie Sieg Hiel. Oczywiście brawo dla dziennik.pl, który zrobił sobie reklamę, czekając na publikację tego filmu do otwarcia nowej strony informacyjnej. Po wielkich nagłówkach w gazecie spodziewałem się lepszego serwisu...
Wracając do imprezy, na której niestety mnie nie było. Jest oczywiście smutne, że z braku jakichkolwiek autorytetów, młodzież a nawet nie tylko zaczyna się fascynować swastyką, bo ta jest silna i obroni przed układem, żydokomuną i pedałami. Do takich sytuacji doprowadza właśnie niszczenie autorytetów, jak by to Kaczyńskich J. powiedział, pseudoautorytetów III RP. Problem w tym, że Jarek nie daje alternatyw, no z wyjątkiem Dmowskiego... Chęć posiadania idola nie znosi pustki.

Do góry

25.11.2006
Wtorek, PAP: Ok. godz. 16.30 w kopalni "Halemba" w Rudzie Śląskiej na poziomie 1030 m doszło do wybuchu lub zapalenia metanu. W strefie zagrożenia było 23 górników. Dziś już wiem, że tych 23 górników odeszło. Współczuję i nie mogę zrobić nic innego jak wspierać tych, którzy zginęli i ich rodziny modlitwą.

Taki był ten tydzień; smutek przeplatany radością, ze spotkania wiadomo kogo.

Już w poniedziałek zacząłem sobie wyrzucać swoje skąpstwo połączone z głupotą, które spowodowało, że nie poszedłem na koncert... Człowiek całe życie uczy się na błędach. Na szczęście dużo wrażeń, nie wiem czy nie za dużo dostarczyło mi spotkanie w jednej z wielkich księgarni w wielkim centrum handlowym. Najpierw był pośpiech, bo to przecież będą kolejki i jeszcze w dodatku nie zdarzę kupić płyty... Okazało się, że żadnej kolejki nie ma. A ludzi było w całym sklepie tak podejrzanie mało, że cofnąłem się, żeby sprawdzić czy to rzeczywiście 22 listopada. Najpierw zwiedziłem wszystkie półki z książkami, zacząłem nawet czytać jakiś poradnik sztuki miłosnej, dość ciekawy... później zauważyłem, że ochroniarze zaczynają się obruszać i jakoś się komunikować więc przeniosłem się w miejsce bardziej strategiczne a do ręki gazetę... kiedy już weszli, nie wiem skąd i nie wiem jak, po prostu się zjawiło trzech chudzielców, ja ukrywałem się za gazetą, która okazała się w końcu mieć okładkę z M. w roli głównej... ha, ha, ha, cóż za konspiracja. Starałem się zbliżać do kanapy na, której siadali powoli. Aż tu wreszcie zostałem spotkałem się ze wzrokiem pana z okładki i głupio skinąłem mu głową, co miało chyba oznaczać chyba "cześć". Burak 1. Wyszedłem zza regału, wyjąłem tą płytę i stałem jak ta śluma w milczeniu. Podszedł i zapytał czy chce autograf, bo chyba na takiego wyglądałem. Odpowiedziałem treściwie 'tak'. A z dedykacją czy bez? - No tak, niee, no tak z dedykacją... - A jaką? - ... dla Grzegorza. Super, ja już miałem przygotowane całe litanie, a tu... "dla Grzegorza". Burak 2. Później był wywiad, z którego i tak mało co usłyszałem. Fanów było ok. 4, więc dziennikarz muzycy postanowili mówić tylko do mikrofonu radiowego. Apogeum nastało kiedy dziennikarz skończył rozmowę z Leszkiem, a ten zszedł z tej mini sceny i usiadł na tej samej sofie, na której ja siedziałem, przy czym starałem windykować w jego mózgu: tylko nie siadaj tam, koło tego w niebieskiej bluzie. Nie pomogło. Mimo tego, że siedziałem sobie z Leszkiem M. ramię w ramię nie odezwałem się do niego ani słowem. Uciekłem. Można być większym ...?

A jak płyta? Nie bije, nie zadziera, nie szarpie, a raczej łagodnie i dość łatwo wpływami do głowy. Chce się jej słuchać i marzyć... Ulubione, jak na razie: Requiem, Psalmem, Eden i Pub 700.

18.11.2006
Zgadnij kto to? | Z mozdzer.comWczoraj premiera, dzisiaj pierwszy koncert. Niestety mój mały księgowy był zbyt skąpy i na koncert nie pójdę... Ale pójdę walczyć o autograf być może. Jeśli nie zemdleję w kilometrowej kolejce.
Jest strona internetowa Between Us And The Light; można słuchnąć 3 fragmenciki - skąpy Leszek. Zdjęć jak na razie nie dostrzegłem, ale te na mozdzer.com również całkiem interesujące.

W YouTube znalazłem wywiad jakiego Leszek Możdżer udzielił dla internetowej Lemon TV. Jeśli chodzi o internetowe media to polecam: Jazz Radio, LaunchCast

16.11.2006
Liczyłem na to, że w moim życiu dojdzie do radykalnej zmiany ode mnie nie zależnej. Nie doszło. I tak jest mi dobrze. I tak będę szczęśliwy. Zdecydowanie nie mam powodów, żeby zagłębiać się w rozpaczy.

Sylwester prawdopodobnie w Krakowie - będzie cudowanie jeśli się uda. Przyjaciele, urok miejsca... Odwiedzę romantycznego Kazika, a na Brackiej spotkam Grzesia... Czytaj: Kraków w wakacje

Wczoraj: Hubert H., bezdomny, oskarżony o znieważenie prezydenta przed sądem przyznał się do winy i przeprosił Lecha Kaczyńskiego. W Warszawie rozpoczął się proces przeciwko Hubertowi H., któremu za znieważenie prezydenta grozi do 3 lat pozbawienia wolności. (PAP)
Od razu zacząłem w swojej głowie przeglądać literki mojej strony, czy czasem ja też dopuściłem się znieważenia Lecha K. Jako, że ja w odróżnieniu od Hubert H. nie piję pisząc o polityce, z pewnością dostałbym te 3 lata... Z góry przepraszam Pana Prezydenta jeśli kiedykolwiek obraziłem Pana lub urząd Prezydenta (szczególnie Prezydenta IV RP), nie było to zamiarem moim!

15.11.2006
Dwa dni po zakończonych wyborach samorządowych Lew wyszedł z więzienia. Dlaczego? Bo był grzeczny i uczył innych więźniów języka angielskiego. Jeśli byłbym na jego miejscu uczyłbym nawet niemieckiego i francuskiego. Według sądu był na tyle grzeczny, by dalszą część wyroku przeczekać w swojej skromnej willi. Zapewne w ten sposób sąd chciał wywołać w nim skruchę, pokorę wobec państwa i otwarcie się na współpracę z z władzą. Było to widać w wypowiedzi przestępcy po wyjściu z więzienia. Kto wie... może Lew ustalił z sądem, że nakręci na temat afery firmowanej swoim nazwiskiem - film? Może ta cała afera była tylko spprytnym zabiegiem PR, aby za kilka lat Lew i Adam zarobili miliony na przeboju filmowym? Tylko co wtedy zrobią Kaczyńscy jeśli ich układy okażą się jedną, wielką fikcją?


10.11.2006
Nowicki i jego drukujące kule wkraczają w przestrzeń internetową. W filmie wykorzystano materiały z "Jastrzębie i gołębie" Niemczyckiego oraz wernisażu Nowickiego w Muzeum Historii Miasta Łodzi we wrześniu 2006 roku.

Autor: Krzysztof Niemczycki
październik 2006

Zobacz w Google Video

Słowa kluczowe: drzeworyt, Nowicki, Niemczycki, kula, galeria, pietryna, piotrkowska, matryca, patryca, drzeworytnia.

Wybory samorządowe już tuż, tuż, więc wykorzystując ostatnie godziny kampanii wyborczej piszę. Mam wrażenie, że kandydowaniem do rad miejskich, sejmików, na stanowiska burmistrzów i wójtów itp. jest zainteresowanych coraz więcej osób. To jak najbardziej pozytywne, choć może się czasami wydawać zabawne, gdy co drugi sąsiad chce zostać radnym. W mojej małej rodzinnej miejscowości tworzą się już nawet klany polityczne, ja naliczałem przynajmniej dwa. Niektórzy są na tyle sprytni, że potomek startuje z jednego okręgu, a rodzic z drugiego. Kandydują również moi rówieśnicy, o których czasami powinienem wiedzieć mniej niż wiem i to mnie zaprawdę rozbawia.
Najważniejsze dla mnie to obraz dołów partii, który mamy okazję poobserwować teraz. Przy takim obrazie... ja dziękuję, ja wysiadam. Może poczekam jeszcze kilkanaście lat.

W tym tygodniu stała się rzecz bardzo pozytywna. ...Prymas Polski przeprosił księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego za użycie niefortunnego sformułowania "nadUB-owiec". Kardynał Józef Glemp użył tych słów kilkanaście dni temu przed obradami Episkopatu Polski. (pi, IAR, 2006.11.06) Kościół katolicki często popełnia błędy, niestety. Głupie błędy, takie jak śmieszna walka z "Kodem Leonarda..." czy pomysły wprowadzania egzorcyzmów do szkół. Nie wspomnę już o zezwoleniu Rydzykowi na działalność. Błąd (zapewne nie jeden) popełnił też sam Prymas Glemp wyzywając ks. Zalewskiego od "nadUb-owca". Opadła ma szczęka bezwładnie na dywan, kiedy wypowiedź tą usłyszały uszy me. Prymas polski (po raz pierwszy?) zachował się niedopuszczalnie jako człowiek, jako katolik, jako Prymas. Dzięki Bogu przeprosił i pokazał, że chrześcijaninem jest.

Znalezione o Łodzi:
Dla mnie Łódź to Adam OSTR Ostrowski w słuchawkach, ewentualnie Kanał Audytywny, letnia noc i blokowiska. Dla mnie Łódź, to Księży Młyn, to Łagiewniki, to syf "studni" kamienic na Pietrynie.
Łódź to całość, to te wszystkie kontrasty i każdy z osobna. To surrealizm filmów Lyncha. Łodzi się nie klasyfikuje. Ją się albo kocha, albo nienawidzi :)
nbw

Piątkowa lektura: Eutanazja też na dzieciach?! - Aaa aborcja? - Masz głos

06.11.2006
Jednak lektura darmowych magazynów kulturalno-rozrywkowych może wnieść wiele nowego... W kolejnym z nich znalazłem artykuł o współczesnej sztuce(?). Stawiam znak zapytania, bo chce mi się polemizować czy stworzenia pani Nieznalskiej (chyba od jej "genitaliów na krzyżu" zaczęła się debata publiczna), fotomontaż głowy kościoła katolickiego - Benedykta XVI trzymającego zakrwawionąą, bo ściętą (w domyśle przez niego) głowę Eltona Johna czy prezerwatywa umieszczona w monstrancji są sztuką czy też tworami zakompleksionych artystów? Ludzi chcącymi przedostać się do mediów chętnych jeszcze(!) owych sensacji, szczególnie w Polsce.
Trzeba rozmawiać z artystą, aby ten opowiedział o swoim stworzeniu.
Jaki morze być cel artysty tworzącego fotomontaż głowy kościoła katolickiego trzymającego zamiast kielicha ściętą głowę Eltona Johna? Dla mnie celem jest jedynie ukazanie rzekomo zbrodniczej polityki Watykanu wobec homoseksualistów, która w dzisiejszych czasach wcale zbrodnicza przecież nie jest.
Sztuka to płynna materia i bardzo trudno czasami o niej rozmawiać. Często definiuje sobie to zjawisko jako coś co stworzone zostało po to, żeby wzbudzić we mnie uczucie lub przemyślenie. Prezerwatywa w monstrancji owszem wzbudza nawet całą gamę uczuć i przemyśleń. Kto powiedział, że to musi być pozytywne? Oczywiście nie musi.
Prowokacja - rozumiem, zaskoczenie - rozumiem, ale czy są jakieś granice prowokacji? W/w przykłady sztuki(?) przypominają mi publicystkę(?) redaktora Urbana piszącego jak Jan Paweł II dłubie w nosie i puszcza bąki. Wydaje mi się, że granice są. Stoją tam gdzie jedynym celem owego stworzenia jest karabin, a nie wpływ chociażby na zmianę toku myślenia.
Czym innym jest zakazywanie tworzenia i ograniczanie wolności tego procesu. Tu musi być swoboda. Tak jak lubiący kolor różowy mogą w mieście zorganizować wiec, tak ktoś może włożyć w monstrancję prezerwatywę. Sztuka w tym, by na sztuce się poznawać, a stworzeń, które są jedynie karabinem nawet nie komentować, bo nie potrzebne jest im rozgłos.


Niedzielna lektura: Rewolucja spod znaku Google - Rozmowy z katem

05.11.2006
Giertych został ministrem edukacji i wszystko zaczęło się sypać. Oczywiście żartuję. Ostatnio zastanawiałem się czy odrzucam wszystko co wymyśli koalicja czy też zdolny jestem do odsiewu dobrych pomysłów od tych złych? Trzeba założyć, że nawet przypadkowo Wielka Koalicja morze zrobić coś dobrego dla Polski. Szkoły z zaostrzonym rygorem? Już nie chcę nawet myśleć jak bym się burzył na ten pomysł będąc teraz w gimnazjum. Argumentem Giertycha jest przykład z koszem jabłek (nie daj Boże tych z billboardów PiS!), gdzie jedno jabłko jest zepsute i w zastraszającym tempie narusza swoją zgnilizną inne. Już wyobrażam sobie jaka będzie szybkość gnicia w koszu gdzie wszystkie jabłka są naruszone. Z własnego doświadczenia wiem, że środowisko w jakim obraca się nastolatek ma ogromne znaczenie, tym większe im mniej czasu poświęcają dziecku rodzice i nauczyciele. Sztuką jest trafić do tzw. "dobrego towarzystwa".
Niegdyś PEDAGODZY pragnęli wydalić mnie ze szkoły podstawowej, przynajmniej byłem tym notorycznie zastraszany. W dzisiejszych czasach trafiłbym zapewne do owego ośrodka o zaostrzonym rygorze, nie sądzę, żebym zdał wtedy chociażby maturę...

System kar i nagród! Jak najbardziej. Rozsądna dyscyplina. Jak najbardziej. Ale! Przede wszystkim podnoszenie kwalifikacji nauczycieli, tak aby Ci stanowili autorytet dla młodzieży bez względu na to czy panuje moda na nieuczenie się czy nie. Rozmowa z młodzieżą. Po trzecie organizowanie czasu wolnego przez chociażby wolontariat. Oczywiście się wymądrzam, ale piszę to, żeby pokazać, że nie tylko wytykam błędy.

04.11.2006
Jak ułatwić sobie życie i zaoszczędzić czas? Masz już dość biegania po kilkunastu swoich ulubionych blogach i innych stronach internetowych i sprawdzania czy są zaktualizowane?! Screen z Google Personalized

Pierwszy krok ku Twojej lepszej organizacji życia w sieci to założenia konta na Google. Następnie masz możliwość spersonalizowania strony głównej Google, dodawania do niej tzw. news feeds - czyli modułów umożliwiających pobierannie informacji o uaktualnieniach z twoich ulubionych stron.

Jak dodać moją stronę jako jeden z modułów?
Jeśli już zalogujesz się na spersonalizowanej stronie Google, wejdź na moją stronę i naciśnij Dodaj do Google. Analogiczne postępowanie dotyczy dodawania news feed do portalu My Yahoo!. Jeśli chodzi o dodawanie news feed do Google to do wyboru mamy dwie opcje: Google Personalized oraz Google Reader.

Rewelacyjne są również lekkie i łatwe w obsłudze programy korzystające z z RSS (news feeds). Instalujesz program, podajesz mu źródła informacji, a on powiadamia Cię natychmiastowo o aktualizacji na interesującej Cię stronie. Wypróbuj:  Wiadomek, inne.

Jakie są zalety stosowania czytników RSS (news feeds)?
Oszczędzasz czas - wchodzisz na jedną stronę, na której możesz zorientować się, która strona została zaktualizowana i na którą warto wejść.
Oszczędzasz energię - nie musisz przeglądać każdej strony osobno.

Link RSS mojej strony: http://rss.icerocket.com/xmlfeed?id=6483  Dodaj do Google Dodaj do My Yahoo!
Informacje nt. news feeds: RSS, Czytnik kanałów, Atom (standard), Oprogramowanie RSS.


Na początku jest dreszcz. Kiedy któryś z palców Leszka Możdżera trąca niewinnie klawisz fortepianu w dwukreślnej oktawie, po plecach przechodzi mi kosmicznie przyjemne mrowienie. Po chwili do wolnej, łagodnej melodii dołącza się lekka linia basu i uderzana miotełkami perkusja. Wszystko w delikatnie synkopowanym rytmie zaczyna się kręcić, rozwijać, nakręcać, z początku wolno, później nieco szybciej, i szybciej, i szybciej... czytaj całość (Rafał Romanowski)

To mnie dzisiaj zaskoczyła bardzo przyjemnie poranna lektura 042 Magazine. Otóż Leszek wyda nową płytę wraz z dwoma innymi Panami, z którymi grajkował ostatnio. Najlepsze, że pod koniec listopada jest koncert w łódzkiej filharmonii. Chyba muszę się tam wybrać i zrobić research, zdobyć plan przyjazdu i odjazdu artysty do tego szklanego budynku na Narutowicza... żartuję oczywiście. Jestem całkowicie bezpieczny dla środowiska, rozkładam się szybko, zawsze i wszędzie. <rotfl> W środę mój mały księgowy, który w tym tygodniu zlokalizuje się w hipokampie podejmie decyzję czy nas stać na takie burżujstwo jak koncert w filharmonii. Jeżeli nie, będę poszukiwał kogoś kto mnie zasponsoruje, zdeterminowany jestem... <rotfl>

01.11.2006
Pojęcie eutanazji staje się coraz bardziej wieloznaczne. Ujawnia to już samo zróżnicowanie terminów. Mówi się o eutanazji, kryptanazji, autotanazji, dystanazji, ortotanazji, eutanazji neonatalnej, eugenicznej, ekonomicznej itp. Wymienia się eutanazję bierną i czynną, a dalej pośrednią i bezpośrednią, dobrowolną i niedobrowolną, legalną i nielegalną. Mówi się o eutanazji samobójczej, zabójczej, o towarzyszeniu w samobójstwie, o zabójstwie z litości, o pomocy w umieraniu, o towarzyszeniu czy asystencji przy śmierci itp. Wymienia się też pewną liczbę aktów medycznych przy końcu życia pacjenta, takich jak: 1) podawanie środków uśmierzających ból w dawkach, które mogą przyspieszyć zgon; 2) ograniczenie albo zaprzestanie aktywnego leczenia bądź reanimacji, 3) odłączenie urządzeń sztucznie podtrzymujących życie (np. respiratora, sztucznej nerki), 4) towarzyszenie lub pomoc w samobójstwie, 5) iniekcja śmiertelnej substancji. Te wszystkie wysiłki nie kończą dyskusji nad pojęciem eutanazji i etyczną oceną takich działań. [...]

Mimo szerokiej dyskusji zacierającej różnice między rezygnacją z uporczywej terapii, eutanazją bierną i czynną - jednak nie da się zatrzeć różnicy między śmiercią naturalną a zamierzoną, narzuconą i spowodowaną. W ścisłym znaczeniu z eutanazją mamy do czynienia wtedy, gdy tak zwaną godną śmierć chce się osiągnąć przez jakąś formę samobójstwa lub zabójstwa.

Godna śmierć a godność człowieka umierającego

Zwolennicy eutanazji często mówią o godnej śmierci. Pierwotny i podstawowy sens tego słowa nie wywodzi się jednak ani z jakichś cech choroby czy z jakichś właściwości śmierci, ale ma swe źródło w godności człowieka jako takiego, w tym również w godności człowieka chorego i umierającego. Wraz z naszym zaistnieniem dana nam jest ontyczna i aksjologiczna godność bycia człowiekiem, która staje się normą moralności, pozwalającą oceniać, jakie zachowania ludzkie są dla nas godne, a jakie niegodne, lub lepiej - godziwe i niegodziwe. Sens etyczny teggo określenia głosi, że nawet w niegodnych warunkach człowiek może i powinien zachować się godnie. W czasach totalitaryzmów XX wieku, mimo niegodnych warunków życia, miliony ludzi zachowywało się godnie, dając świadectwo swojemu człowieczeństwu. Warunki, jakie zastajemy, ekonomiczne i zdrowotne nie podważają godności ludzkiej, lecz są dla niej sprawdzianem. Warunki, w których się rodzimy, żyjemy i umieramy, są dobrami pozamoralnymi. Dopiero gdy włączamy je w nasze własne życie, mają udział w godności ludzkiej. Przewrotnością jest podważać wartość czyjegoś istnienia i jego prawo do życia ze względu na złe warunki społeczne lub chorobę. Uzależnienie ontycznej i aksjologicznej godności człowieka od jakości jego życia, jak czynią to zwolennicy eutanazji, czyli od jego sprawności biologicznych, psychicznych, świadomościowych, społecznych, ekonomicznych itd., jest błędnym urzeczowieniem kogoś, kto właśnie sprawia, że te wszystkie sprawności mają jakąś wartość.

Nie można więc w imię braku godnych warunków społecznych i materialnych, braku dobrego zdrowia biologicznego czy psychicznego, podważać godności człowieka i głosić, że nie ma on prawa do życia, lecz ma prawo do śmierci. Trzeba zmieniać jego złe warunki życia, a nie zabijać człowieka żyjącego w takich warunkach. Śmierć nie jest czymś godnym i dobrym dla człowieka, lecz jest złem, które go dotyka. Nie da się oswoić śmierci, nazywając ją czymś dobrym, szlachetnym i oczekiwanym. Nie da się też uznać jej za część naszego życia, za część naszego doświadczenia, bo jak mówiono w starożytności: jeśli przychodzi śmierć, nas już nie ma, a jeśli jesteśmy, to doświadczamy życia, a nie śmierci. Nie da się zlikwidować zła cierpienia, przez jeszcze większe zło - śmierć cierpiącego. Śmierć ludzkości nie jest zwycięstwem nad cierpieniem.

Twierdzenie, że zadana sobie śmierć samobójcza nadaje choremu godność, a niezadana odbiera mu to miano, jest perwersją etyczną. Dyskryminuje ono wszystkich chorych niepełnosprawnych i cierpiących, którzy w imię swej godności mężnie idą przez życie i choroby. Jeśli godną śmiercią ma być choroba bez cierpienia, a każda przedłużająca się choroba jest jakimś osobistym, rodzinnym czy społecznym dramatem, to w takim razie niegodne się staje związane z tym cierpienie oraz życie chorego i cierpiącego. W ten sposób dbałość o godną, medycznie i estetycznie kontrolowaną śmierć obdziera z godności tego, o którego w tym wszystkim chodzi.

Można sobie wyobrazić, jak będą wyglądać odwiedziny chorego przez osoby o mentalności proeutanatycznej. Podczas każdej wizyty będą się domagać od niego tzw. godnego zachowania, czyli decyzji, aby w końcu poprosił o eutanazję i szlachetnie zakończył swe życie. Nietrudno dostrzec, że oczekiwania te implikują pogląd, że życie, które chory prowadzi, jest niegodne, że zwlekając z tą decyzją, zachowuje się niegodnie, że ma szansę nadać sens swojemu życiu i swojej chorobie wtedy, kiedy podda się w końcu procedurze "godnej śmierci", czyli eutanazji.

Wprowadzenie legalnej, usankcjonowanej przez instytucje danego państwa i społeczności eutanazji podważa tezę, że chory jest bezwzględną wartością. Jego przeżycia, że jest ciężarem dla otoczenia, nie będą uchylone, ale usankcjonowane prawem. Społeczność potwierdzi, że jest ciężarem, że jego życie nie ma sensu i powinien się odważyć na taki czy inny rodzaj eutanazji.

[...]

Podwójne uśmiercanie

Godność bycia osobą i godne życie przysługuje według zwolenników eutanazji tylko tym, którzy spełniają pewne kryteria jakościowe, takie jak świadomość i odpowiedzialność, uczestnictwo w życiu społecznym, zdolność do zadbania o swoje interesy, a przynajmniej do zapewnienia sobie minimalnej niezależności w sensie ubierania się, zachowywania higieny osobistej i spożywania posiłków. Kto nie spełnia tych kryteriów, pozbawiany jest miana podmiotu i osoby, i staje się co najwyżej zdefektowanym organizmem. Stąd propagatorzy eutanazji, tacy choćby jak Michael Tooley, Peter Singer, Hugo Engelhardt, Zbigniew Szawarski, wykluczają różnorodne grupy ludzi z grona osób. Według nich nie jest osobą człowiek w okresie prenatalnym, noworodek, człowiek z głębokimi upośledzeniami, psychicznie i terminalnie chory. Osobami są tylko ludzie świadomie realizujący swoje interesy. "Nieosoby" nie mają praw osobowych, nie mają również prawa do życia. Według P. Singera eutanazja niepełnosprawnego noworodka jest tak samo dopuszczalna i zalecana, jak aborcja przed jego urodzeniem. Eutanazja terminalnie chorych jest w tym ujęciu jak najbardziej czynem racjonalnym, a nawet nakazanym moralnie. Podobnie racjonalnym czynem jest eutanazja tych, którzy przez pewien okres byli osobami, ale w wyniku ciężkich chorób stali się byłymi osobami.

W ten sposób zwolennicy eutanazji dokonują jakby podwójnego uśmiercenia człowieka. Najpierw go uśmiercają jako osobę, a później domagają się uśmiercenia niepotrzebnego organizmu ludzkiego. Zgodnie z ich antropologią powinna wystarczyć śmierć osoby. To osoba w tej teorii jest bowiem tym, kto żyje, ma swoją godność, jest podmiotem prawa. Jej brak, jak w przypadku psychicznej lub terminalnej choroby, powinien zakończyć dyskusję. Tymczasem zwolennicy tej fenomenalistycznej, ciasnej teorii osoby nie kończą dyskusji, lecz domagają się śmierci pozostałego po osobie organizmu. Po śmierci osoby trzeba uśmiercić jej organizm.

Nie bardzo pasuje do tej antropologii argument powołujący się na to, że eutanazja skraca cierpienie. W myśl tej teorii to osoba myśli, doznaje i cierpi, kiedy jest w ciele. Jeśli jej braknie, to w takim razie jej organizm nie myśli, nie doznaje i nie cierpi. Osoba w ciężkich stanach chorób nie może więc cierpieć, bo według przyjętej teorii orzeczono, że w takich stanach ona już zmarła. Tak więc zwolennicy eutanazji posługujący się dualistyczną, fenomenalistyczną, deskryptywną teorią osoby plączą się w różnych niedorzecznościach. Taką niedorzecznością jest propagowanie podwójnej śmierci, w której najpierw w teorii uśmierca się osobę, a w praktyce żąda się uśmiercenia tzw. zdefektowanego organizmu ludzkiego. "Argumentacja zwolenników eutanazji - pisze M. Szeroczyńska - jest oparta na niedopuszczalnych z moralnego punktu widzenia paradoksach: paradoksie opieki medycznej, która prowadzi do eliminacji pacjenta w celu eliminacji jego bólu; paradoksie wolności, która aby uzyskać potwierdzenie, rezygnuje z wszelkiej możliwości samorealizacji; paradoksie godności, dla zachowania której należy najpierw zniszczyć człowieka będącego jej dysponentem; paradoksie szacunku do życia, dla realizacji którego dochodzi do sprowokowania śmierci".

Wbrew temu pojawiające się problemy w medycynie należy rozwiązywać etycznie. Celem medycyny nie jest walka ze śmiercią, lecz zdrowie i opieka nad chorymi. Medycyna paliatywna i opieka hospicyjna powinny być bardziej docenione i stosowane. Są one tak samo ważne, ponieważ personel medyczny i najbliżsi są przy chorym w najtrudniejszym i najważniejszym momencie jego życia, w momencie jego umierania. Ta egzystencjalna próba człowieczeństwa każdego człowieka jest ważna nie tylko dla chorego, ale dla jego bliskich, dla otoczenia, dla społeczności, dla całej kultury. Kultura powierzchowna - juwenalistyczna, konsumpcjonistyczna ii hedonistyczna - swój lęk przed śmiercią chce przezwyciężyć propagowaniem i stosowaniem eutanazji. Nie jest to jednak właściwe pokonanie lęku, lecz czasowe przesuwanie jego kumulacji. Przyspieszanie śmierci innych nie jest pokonaniem lęku przed swoją śmiercią. Medycyna nie skoryguje też swych błędów w walce ze śmiercią, gdyby w wyniku ciągłych "przegranych" chciała zatryumfować nad śmiercią przez przyspieszanie i zadawanie śmierci.

prof. PAT dr hab. Tadeusz Biesaga SDB
Katedra Bioetyki Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie
Data utworzenia: 05.05.2005 Ostatnia modyfikacja: 28.03.2006
całość

Jak to miło gdy Bóg daje mądrość wyśpiewania tego co w głowie się ma. Pan prof. Biesaga wyręczył mnie w ogromnym stopniu i napisał co JA (też) myślę na temat eutanazji. Bardzo ciekawe i z pewnością warto przeczytać. Mam nadzieję, że antyklerykałowie też się skuszą, bo tekst wydaje się być bardzo merytoryczny i mimo wszystko "świecki".

Zobacz też: Eutanazja to zabójstwo?, Alternatywa dla eutanazji, Hospicjum to też życie!, Wywiad

Do góry


Strona główna
O mnie:
Dziennik, CV, Życiorys, Artykuły, Wywiad, Rodzina, Pamiętnik, Drzeworytnia, Fundacja, Skomentuj!, Komentarze, Archiwum komentarzy.

Galeria: Zdjęcia, Video, Moja muzyka (IE).
Internet: informacje na temat Otwartego Katalogu, Wikiprojekty, Moje Linki, ODP Profile, Wikipedia Profile, eBankowość.