Eutanazja to zabójstwo?

Eutanazja jest to powodowane współczuciem zabicie człowieka, który cierpi i jest nieuleczalnie chory. Rozróżnia się: eutanazję czynną (śmierć jest spowodowana określonym działaniem) i bierną (śmierć następuje na skutek zaniechania terapii podtrzymującej życie) oraz eutanazję dobrowolną (kiedy występuje świadoma prośba o spowodowanie śmierci) i niedobrowolną (gdy chory nie jest w stanie wyrazić takiej prośby, np. jest nieprzytomny).

To kolejny temat, który dzieli ludzi. Kolejny, który podnosi Polakom ciśnienie, podobnie jak temat aborcji, praw homoseksualistów itp.
Mało kto z nas umie ocenić swój stosunek do tego i stwierdzić obiektywnie albo raczej mniej subiektywnie czy eutanazja jest właściwa czy też nie. Nie wiem czy w ogóle da się taki sądy wysnuć, ale wydaje mi się, że powinniśmy o tym rozmawiać, dyskutować, niekoniecznie dochodzić do jakichś wniosków, ale po prostu myśleć, bo każdemu z nas może przyjść podjąć taką trudna decyzję...

Moja wiara zabrania mi decydować o mojej śmierci czy śmierci innego człowieka. Oczywiście zgadzam się z taka filozofią... ale ostatnio modne jest być "agnostykiem" i chyba Ci uważają, że każdy człowiek ma prawo decydować o własnym życiu, ich wybór, maja do tego pełne prawo!

Image from ro.altermedia.infoAle! W przypadku eutanazji czynnej czy też dobrowolnej, w zabiciu drugiego człowieka, bo przecież eutanazja jest zabiciem drugiego człowieka uczestniczy osoba trzecia i moim zdaniem żaden katolik, agnostyk czy ateista nie ma prawa, żeby pozwolić osobie trzecie na eutanazję. Moim zdaniem do tego nikt nie ma prawa.

Niedawno rozmawiałem ze swoimi znajomymi na temat eutanazji biernej... Co zrobią jak już zostaną lekarzami i będą mieli na stole przypadek żywcem wzięty z filmu; kiedy człowiek nie jest w stanie samodzielnie myśleć, normalnie żyć, bije tylko serce. Zdania były oczywiście podzielone, właściwie to studenci pierwszego roku medycyny z reguły mało wiedzą o postępowaniu w takich przypadkach, nie wiedzą, co czuje „taki człowiek”, tak naprawdę to chyba nikt nie wie...

Ostatnio czytałem w „Przekroju” przerażający artykuł na temat cierpień niepełnosprawnej kobiety, z której cierpienia zrobiono istne widowisko medialne... Kobieta ponoć nie odczuwa bólu, a szansa na jej wyleczenie jest jak jeden do miliona... ponoć! Właśnie tu jest pies pogrzebany, bo przecież nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć jak daleko w najbliższym czasie posunie się medycyna... Może jutro rano wstaniemy i jakiś mądry naukowiec znajdzie lekarstwo na stwardnienie rozsiane albo może na tę chorobę, na jaką cierpi „kobieta z <<Przekroju>>”... I co wtedy?

Mój dziadek był lekarzem. Jak wszyscy wiemy szewc bez butów chodzi... Nie leczył się, a później przez 2 miesiące leżał na tym samy oddziale, na którym leczył kiedyś innych. Teraz sam chorował, nawet nie wiadomo było czy nazwać to chorowaniem czy po prostu męką i umieraniem... Piszę to, bo nie przypominam sobie, żebym chociaż przez chwile pomyślał o eutanazji. Wystarczyłoby, żeby nie odsysać zalegającego śluzu w drogach oddechowych... Jakoś wszyscy do końca przychodziliśmy do niego codziennie, opowiadaliśmy co słychać w domu, trzymaliśmy za rękę. Pamiętam, że w ciągu tych 2 miesięcy był taki jeden dzień, kiedy dziadek mówił. Był na tyle przytomny, że mogłem mu powiedzieć czy w lesie są grzyby, jaka jest pogoda... Oczywiście ktoś może powiedzieć, że chorzy cierpią, ale mnie nikt na  jak udało mi się wydostać z brzucha mojej mamy, nie powiedział: „panie Grzegorzu witamy w raju, gdzie nic nie boli!”

Dalsza część definicji „dobrej śmierci” brzmiała następująco:
„W Rzeszy eutanazją (niem. Gnadetod) fałszywie nazywano masowe zabijanie osób psychicznie chorych i kalek.”   Tu pojawia się kolejny argument przeciw eutanazji! Ludzie mają słabość do łamania prawa. Wydaje mi się, że im bardzie będziemy brnąć w legalizacje eutanazji tym bardziej może ona być niebezpieczna dla ludzi, którzy nie są stanie porozumieć się z naszym światem, żyją w swoim świecie, czasami może i lepszym niż ten, a ktoś tam sobie stwierdzi, że ta osoba wygląda na nieszczęśliwą i dokona „ulżenia w cierpieniu”...
Oczywiście pewnie teraz też dochodzi do takich przestępstw, ale gdy eutanazje zalegalizujemy liczba takich przypadków się zwiększy.

No cóż, idę na łatwiznę wierząc w to, co mi Bóg nakazał.

23.01.2004 r.

Zobacz też: Alternatywa dla eutanazji, Hospicjum
Strona główna
O mnie: Dziennik, CV, Życiorys, Artykuły, Wywiad, Rodzina, Pamiętnik, Drzeworytnia, Fundacja, Skomentuj!, Komentarze, Archiwum komentarzy.